W sezonie 2008/2009 wrocławianki zajęły szóste miejsce w lidze. Teoretycznie zatem nie powinny grać w europejskich pucharach. Jednak rok wcześniej z salonów Europy zrezygnował Centrostal Bydgoszcz (zbyt wysokie koszty podróży) i teraz czekała go roczna dyskwalifikacja. Dodatkowo dziką kartę na grę w Lidze Mistrzyń dostał MKS Dąbrowa Górnicza. W ten sposób gwardzistki trafiły do 1/16 Pucharu CEV - drugich pod względem prestiżu rozgrywek na starym kontynencie.
Los nie był łaskawy i siatkarkom Rafała Błaszczyka przyszło lecieć do dalekiego Baku na mecz z tamtejszą Rabitą. Tam przegrały 1:3. Rewanż, który zakończył się takim samym wynikiem, rozegrano w... Twardogórze, bo we Wrocławiu nie było wolnej hali. Odpadnięcie z rywalizacji oznaczało automatyczne przesunięcie do 1/16 Challenge Cup.
Zobacz jak wręczaliśmy statuetkę (ZDJĘCIA)
Zobacz jak wręczaliśmy statuetkę (ZDJĘCIA)
Tam los podobnie zadrwił z Impel Gwardii znów wysyłając ją do Baku, tym razem na mecz z Lokomotivem. Ale że we Wrocławiu udało się wygrać pierwszy mecz 3:1, to w rewanżu było łatwiej. Niespodziewany awans stał się faktem. Potem był właściwie półamatorski szwajcarski Kanti Schaffhausen i heroiczny bój na Białorusi z Minczanka Mińsk, gdzie nasze dziewczyny rywalizowały na lodowisku pokrytym z tej okazji siatkarskim boiskiem.
