![]() |
| fot. wikipedia.org |
We wtorek rozmawialiśmy z prezesem męskiej Gwardii Mariuszem Żebrowskim. Ten wywiad już wkrótce u nas. Ale żeby niejako wprowadzić czytelników w temat, zachęcamy do lektury dwóch innych tekstów. Dziś wywiad z Ireneuszem Kłosem, która kilka tygodni temu ukazał się na łamach Słowa Sportowego. Publikujemy go dzięki uprzejmości redakcji.
Rozmowa z Ireneuszem Kłosem, szkoleniowcem siatkarzy Gwardii Wrocław
Przegraliśmy finansowo
W obecnym sezonie Gwardziści byli blisko awansu do pierwszej ligi, jednak w decydujących pojedynkach przegrali z Cuprum Lubin. Ale nawet gdyby udało im się wywalczyć sportową promocję, nikt w klubie z tego powodu by się nie cieszył! Klubowa kasa świeci pustkami, a sponsorzy nie garną się do pomocy chłopakom z ul. Krupniczej.
To był trudny sezon dla Pana zespołu. Przed rozgrywkami skazywano was na pożarcie, a okazało się, że do końca walczyliście o awans.
IRENEUSZ KŁOS: - Chcieliśmy udowodnić, że sportowo stać nas na grę w pierwszej lidze i uważam, że nie zawiedliśmy kibiców postawą na parkiecie. W każdym pojedynku dawaliśmy z siebie maksimum, ale sport to nie tylko ciężka praca, to również potężne nakłady finansowe. Nie jest tajemnicą, że przeżywamy kryzys finansowy, to widać gołym okiem. W finałowej batalii o awans spotkaliśmy się z bogatym Cuprum, na którego tle wyglądaliśmy jak kopciuszek. Marzyłem o wygranej, podobnie zresztą jak chłopcy. Założyliśmy sobie nawet, że gdy awansujemy i nie uda się pozyskać inwestorów, to sprzedamy miejsce w pierwszej lidze, a pieniądze sprawiedliwie rozdzielimy.
Cuprum było do ogrania?
- Pewnie tak. Ale co dalej? Wegetacja? Myślę, że gdyby moi zawodnicy zarabiali porównywalne pieniądze do kolegów z Lubina, inaczej podeszliby do meczów finałowych. Sportowo słabsi nie byliśmy, przegraliśmy finansowo.
Jest Pan wybitną postacią polskiej siatkówki. Nie irytuje Pana sytuacja wrocławskiej Gwardii? Nie ma Pan ochoty trzasnąć drzwiami, spakować manatki i uciekać z Krupniczej?
