Skończył się styczeń – dla
gwardzistek to dobrze. W minionym miesiącu rozegrały bowiem 7
spotkań: trzy w lidze, trzy w Pucharze Challenge i jeden w Pucharze
Polski. Bilans oceniamy na plus.
Czytaj: Bujać to my, a nie nas, panowie!
„Tak krawiec kraje, jak mu materii
staje”, a że na Krupniczej materiału (przez kontuzje) mało, to i
wyniki są, jakie są. Siatkarki łatwego życia ostatnio nie miały,
ale kiedy trzeba było – jak zawsze – walczyły. Stoczyły
wyrównany pojedynek z Atomem (jak tam niewiele brakowało chociaż
do jednego punktu...) i urwały na wyjeździe dwa sety BKS-owi.
Szczególnie ten ostatni wyczyn zrobił na nas wrażenie. Przegrały
gładko z Dąbrową Górniczą w Pucharze Polski. Zanim MKS nie
sięgnął po to trofeum, wynik ten był dla nas zaskoczeniem, bo do
tej pory wrocławianki siatkarkom z Górnego Śląska zawsze dość
poważnie utrudniały zadanie. A tam przecież i trener jakiś
taki... A tu proszę – taki sukces! Znaczy, że to nie Gwardia
zrobiła krok do tyłu, tylko Dąbrowa dwa do przodu. No może
półtora, tak myślimy po ostatnim meczu w Orbicie... To był już
jednak luty.
