Pokazywanie postów oznaczonych etykietą władysław pałaszewski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą władysław pałaszewski. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 maja 2011

Już dzisiaj Aleja Gwiazd Siatkówki w Miliczu.

Już dzisiaj VIII edycja Alei Gwiazd Siatkówki w Miliczu. Wraz z dużą częścią redakcji sportowej Gazety Wrocławskiej wybiera się tam też przedstawiciel naszego serwisu, w postaci mojej skromnej osoby. Po powrocie  podzielę się kilkoma uwagami.

O imprezie szerzej pisaliśmy TUTAJ. A że jednym z punktów alei będzie rewanż za 1976 rok, to prezentujemy ostatni set z tego meczu...




JG

wtorek, 3 maja 2011

Polsko-rosyjskie starcie, czyli VIII Edycja Alei Gwiazd Siatkówki w Miliczu

W ubiegłym roku swoje ręce odcisnął
m.in. Sebastian Świderski
(fot. alejagwiazd.eu)
Rewanż za Montreal 1976, czyli mecz Polska-ZSRR, pojedynek seniorskich zespołów Polski i Rosji oraz - jak zawsze - odsłonięcie nowych siatkarskich gwiazd, to największe atrakcje VIII edycji Alei Gwiazd Siatkówki, która odbędzie się w Miliczu 20 maja.

Milicz znany była dawniej z karpia. Takiej ryby. Od kilku lat rozsławia go również siatkówka. Podobnie będzie i w tym roku, bo Aleja Gwiazd Siatkówki zapowiada się niezwykle emocjonująco.

Wszystko zacznie się o godz. 15.00 na milickim Ryku, gdzie przeniesiono Aleję Gwiazd. Tam odsłonięte zostaną nowe gwiazdy: firmy Alfa-Star, Dawida Murka, Krzysztofa Ignaczaka, pośmiertna Agaty Mróz-Olszewskiej, Vladimira Kondra i Józefy Ledwig. Młodszym fanom siatkówki warto zapewne przybliżyć dwie ostatnie postaci.  Ledwig to dwukrotna brązowa medalistka Igrzysk Olimpijskich (1964 Tokio i 1968 Meksyk) i mistrzostw świata (1962). Dwa razy zdobywała wicemistrzostwo Europy (1963 i 1967), trzy - mistrzostwo Polski z Wisłą Kraków, w której grała przez 20 lat.


Kondra to siatkarz, który z reprezentacją ZSRR zdobył trzy medale olimpijskie: złoto w Moskwie (1980), srebro w Montrealu (1976) i brąz w Monachium (1972). Do Milicza zawita z okazji meczu Polska - ZSRR, który ma być rewanżem właśnie za kanadyjski finał igrzysk. Wtedy to Polacy ograli faworyzowany zespół Związku Radzieckiego i sięgnęli po złoto.

wtorek, 11 stycznia 2011

Wybierz z nami siatkarskie wydarzenie roku na Dolnym Śląsku!

Wszelkiego rodzaju plebiscyty cieszą się na przełomie roku zawsze ogromną popularnością. Wybieramy sportowca roku, działacza roku, trenera roku, odkrycie rozczarowanie... Uwielbiamy głosować i wybierać. A że siatkarski rok na Dolnym Śląsku był całkiem bogaty to i my postanowiliśmy zorganizować plebiscyt. Ogłaszamy zatem: rusza I Plebiscyt na Najważniejsze Siatkarskie Wydarzenie na Dolnym Śląsku w minionym roku. Organizator: Wrocław przez Siatkę.

Usiedliśmy i wybraliśmy. 10 wydarzeń, które naszym zdaniem były w 2010 roku najważniejsze. Oprócz imprez rangi światowej znalazły się również te lokalne. Chcemy bowiem docenić także siatkówkę przez małe “s”, bo to przecież od niej się wszystko zaczyna. Na dodatek Dolny Śląsk może pochwalić się całą paletą dawnych gwiazd, które na różne sposoby wciąż udzielają się w siatkarskim światku. Oprócz zajść czysto sportowych zauważamy też wydarzenia promocyjne, bo to w dzisiejszym świecie element do sukcesu niezbędny.

Ostateczny wybór pierwszej piątki powierzamy Wam nasi czytelnicy. Głosować możecie u góry ekranu, gdzie zamieściliśmy ankietę. Klikamy do końca stycznia. Sprawca lub bohater wydarzenia, które otrzyma największą liczbę głosów, nagrodzony zostanie symboliczną statuetką/rzeźbą/dyplomem. Nad projektem pracujemy (na ewentualne sugestie czekamy na wroclawprzezsiatke@gmail.com) i mamy nadzieję wkrótce go przedstawić. Dodatkowo oczywiście porozmawiamy ze zwycięzcą, a ów wywiad będzie można przeczytać na naszym blogu.

niedziela, 24 października 2010

Błaszczyk trenował z mistrzami, ale marzenia nie spełnił

W poniedziałek w Gazecie Wrocławskiej ukaże się wywiad z trenerem Rafałem Błaszczykiem. Przeczytacie tam m.in. jakie są szanse, że Anna Barańska wróci na Krupniczą. U nas szkoleniowiec Gwardii opowiada o swoich początkach z siatkówką i niespełnionym marzeniu.

Jak to się stało, że Rafał Błaszczyk trafił na Krupniczą?

Ja tutaj zaczynałem swoją przygodę jako mały chłopiec. Trenowałem w grupach młodzieżowych pod okiem trenera Andrzeja Gągały, później Jana Śliwki i Piotra Wolnego. Później trafiłem nawet do szerokiego składu pierwszego zespołu, kiedy zespół był już po trzech mistrzostwach, ale wciąż należał do czołówki. Jednocześnie byłem już studentem AWF i przechodziłem pomału na drugą, trenerską stronę barykady.


A z czego wynikał sam wybór siatkówki?
Z chęci obcowania ze sportem, który w moim życiu pojawiał się od najmłodszych lat. Na początku było pływanie, w które zaangażowałem się do tego stopnia, że w drugiej klasie szkoły podstawowej zdecydowałem się przenieść do placówki na ul. Teatralnej, by móc regularnie, dwa razy dziennie trenować. Potem przez 1,5 roku trenowałem judo. Jednak to siatkówka była w Polsce bardzo popularna – wiadomo, połowa lat 70-tych, słoty medal mistrzostw świata, złoto olimpijskie. Wszyscy chłopcy chcieli grać w siatkówkę. To było naturalne.


Czyli mistrzowie Polski z początku lat 80-tych trenowali z panem?
Właściwie ja z nimi (śmiech). Oczywiście. Trenowałem z Leszkiem Łasko, Irkiem Kłosem, Maćkiem Jaroszem, Sławkiem Skupem, Krzyśkiem Olszewskim, Zbyszkiem Barańskim, Markiem Ciaszkiewiczem. To był dla mnie wielki zaszczyt, że mogę z nimi jeździć na obozy, trenować. Nigdy nie udało mi się osiągnąć takiego poziomu, jaki oni prezentowali, ale przez dwa lata byłem gdzieś przy tym zespole. Natomiast nigdy nie zagrałem w pierwszym zespole. To było gdzieś moje marzenie. Dawniej były dwie drużyny. Ja grałem w tej drugiej, występującej w III lidze.


Czyli takie niespełnione marzenie...
Najpierw to było marzenie, ale potem już realnie oceniałem sytuację. Schyłek mojej kariery zawodniczej wykorzystałem do tego, by obserwować i wyłapywać to, co będzie dla mnie cenne w mojej przyszłej pracy. Przez ponad dwa lata uczestniczyłem przecież w treningach prowadzonych przez Władysława Pałaszewskiego, wybitnego szkoleniowca. Tego, co się wtedy nauczyłem, nie wyczytałbym w książkach.

Gwardii stuknęło 65 lat. Sponsorzy sypnęli kasą. Wypadałoby uczcić dobrym miejscem w lidze ten jubileusz.
No tak, ale musimy też mocno stąpać po ziemi. Należy pamiętać, z jakiego pułapu zaczynają inne zespoły. W ich składach pojawiło się wiele ciekawych zawodniczek, również z zagranicy. Być może dystans kadrowy, który przez lata nas dzielił, udało się zmniejszyć. Jednak wciąż czeka nas dużo pracy, by drużyna liczyła się w rozgrywkach.

Chyba nigdy nie mieliśmy tak wyrównanej ligi.
Wszystko na to wskazuje. To będzie z pewnością najciekawszy sezon od powstania profesjonalnych rozgrywek.

Jest pan zadowolony z dotychczasowych przygotowań? Sparingi gracie bez Joanny Wołosz, chociaż brak pełnego składu to akurat nie tylko wasz problem...
W reprezentacji, która poleciała na mistrzostwa świata, są przedstawicielki sześciu klubów. Nasza sytuacja jest o tyle trudna, że rozegranie to kluczowa pozycja. Ewa Matyjaszek radzi sobie dzielnie we wszystkich turniejach. Mam nadzieję, że po powrocie Asi Wołosz 10 dni wystarczy, żeby się zgrać.

Jak wygląda w tym sezonie sprawa z Orbitą?
Z halą jest tak jak było. Część terminów jest wolnych, w innych nie mamy pojęcia co zrobić, bo przenoszenie meczów do innych miast nie jest do końca dobrym pomysłem. Trzeba brać to co jest i nie zastanawiać się nad tym, bo pole manewru jest niewielkie.

Jak zdrowie Katarzyny Mroczkowskiej? Zagra w pierwszym meczu sezonu?
Jak najbardziej. Nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej. Kasia zaczęła już treningi z piłką, ale wciąż dmuchamy na zimne. Nie chcemy niczego przyspieszać. Jej brak sprawia, że musimy w sparingach szukać innych rozwiązań. Gdy wróci, gra będzie wyglądaćz pewnością inaczej. Do tego doszła niedyspozycja Moniki Czypiruk i zostałem bez dwóch atakujących.

cały wywiad przeczytasz w poniedziałkowym wydaniu Gazety Wrocławskiej oraz na stronie internetowej gazetawroclawska.pl


GUD/SZUCH